Formuła 1
Sport24.pl »
Formuła 1 »
Aktualności
Subiektywno-obiektywnie: Sobota na Węgrzech
2010/07/31 18:07

F1 Logo
Sport24.pl
Ułudą były myśli, że Red Bull wcale nie błyszczy i jest jakaś sposobność na dobranie się im do skóry, większą sensację sprawił dziś pewien Rosjanin z Renault.
Na padoku, po pierwszym dniu weekendu wyścigowego, głośnym echem roznosiły się zażalenia mające związek z wyboistym i nierównym torem w Budapeszcie. Nawierzchnia stoi nietknięta jakąkolwiek renowacją już kilka dobrych wiosen, w niektórych częściach widać przesiąknięte starością betonowe tarki, o ile w ogóle można to tak nazwać. Tor trwa w swym startym bogactwie, cały czas licząc na pobłażliwość FIA. Limit cierpliwości przynajmniej powinien być u kresów wytrzymałości. W tym wypadku naginanie standardów Formuły 1 ani trochę nie zasługuje na zrozumienie. W końcu ktoś powinien wynieść temat na forum i poważnie rozważyć gruntowne poprawki na torze leżącym nieopodal stolicy Węgier.
Kilka naturalnych przeszkód przywitało kierowców w sobotni poranek. Deszczowa noc obróciła w niwecz wczorajszą pracę na torze. Niewygodny w ten weekend deszcz zmył całą gumę, która została naniesiona podczas wczorajszych jazd różnych serii. Naturalnym zjawiskiem było utyskiwanie kierowców na poziom przyczepności, lecz – jak często słyszymy z ich ust – warunki dla wszystkich są takie same. To fakt są, tylko na straconej pozycji w takim wypadku znajdują się kierowcy, którzy wczoraj w szczególności mieli problem albo z nadsterownością albo z podsterownością w swoich bolidach. Na pohybel kierowców doszło jeszcze jedno utrudnienia. Na odcinku od pierwszego do czwartego zakrętu, któryś z kierowców serii Formuły BMW bez pardonu rozlał na tor sporo oleju. Porządkowi na ogół przyjętymi sposobami zminimalizowali niebezpieczeństwo z tego wynikające, lecz ostrożności nigdy za wiele. Z braku innych możliwości na dopieszczenie detali przed sesją kwalifikacyjną, zespoły zostały postawione pod murem i jedyne wyjście jakie im pozostało, to w dalszym ciągu robić swoje. Red Bull radził sobie z tym zadaniem najlepiej.
Zarówno Mark Webber, jak i Sebastian Vettel nosili się z zamiarem kompletnego zdominowania sesji kwalifikacyjnej i rozegrania walki o prymat wyłącznie między sobą. Obaj siedzą na żyle złota Adriana Neweya i obaj wyglądają na wysoce zdeterminowanych, by dopiąć swego i uzyskać niezbędną przewagę na torze i w głowie. Podczas tego weekendu rywalizacja ta rozwinęła się do tego stopnia, iż chyba zapomnieli, że za sobą mają swoich „głównych” rywali, pod warunkiem, że nie są nimi sami dla siebie. Niewiarygodne, jak wiele dysproporcji jest pomiędzy resztą stawki, a zespołem z Milton Keynes. To szaleństwo trwa od początku bieżącego sezonu, nie wykazując żadnych przesłanek, jakoby miało zbliżać się ku schyłkowi. Nie sposób odebrać im berła hegemonów sobotniej sesji kwalifikacyjnej, jednakże niedziela to już zupełnie inna para kaloszy, czego Red Bull powinien być w pełni świadomy. Przy dobrym układzie, jutro może wyjść na wierzch ukryta, jak do tej pory powściągliwość na stanowiskach w pit wall austriackiego zespołu. Mają szansę zetrzeć złe wrażenie po Grand Prix Turcji i mocniej ustabilizować stosunki wewnątrz zespołu.
„Rusek” nie spuszcza z gazu. Na ile dwuznacznie to brzmi, na tyle jest prawdziwe. Robert Kubica pierwszy raz od kilku dobrych miesięcy musiał uznać wyższość swojego partnera z zespołu i stracił miano jedynego kierowcy, który w sesji kwalifikacyjnej absolutnie zdominował kolegą, z którym dzieli jeden garaż. Wynik uzupełniony o dzisiejszy rezultat to 11-1. Z perspektywy współzawodnictwa na torach F1 Rosjanin nadal może chować głowę w piasek, lecz wzrasta w nas przekonanie, że jego łabędzi śpiew przechodzi zwinnie w melodię przyszłości. Niespożyte, jak dotąd zapasy potencjału Pietrowa, dały mu pierwszy, tak wyraźnie sugestywny sukces w tym sezonie. Pominąłem fakt, że Robert nie czuł się dziś w bolidzie komfortowo, z tego tak niezadowalający rezultat, lecz umiejętność wykorzystywania niedyspozycji swojego kolegi, także zalicza się do rzemiosła wyścigowego. Krótko mówiąc – dobra robota Witalji.
Na jednym wózku jedzie Rosberg z Hamiltonem, a na drugim Schumacher z Buttonem (tomik poezji może wydam). Pierwszy wózek wyraźnie lepiej radzi sobie od drugiego i nie miał lądowania tak twardego. Stop, na tym koniec, do rzeczy. Lewis Hamilton i Nico Rosberg zostawiając swoich zespołowych partnerów na barierze Q3, oddali sytuację z tabeli w zmaganiach na torze wręcz perfekcyjnie. Jensonowi Buttonowi i Michaelowi Schumacherowi pozostaje zaakceptować rolę, w jaką zostali wplątani. Mimo wszystko stwierdzenie, iż aktualny mistrz świata wypada blado na tle Hamiltona, jest troszeczkę na wyrost.
Kilka naturalnych przeszkód przywitało kierowców w sobotni poranek. Deszczowa noc obróciła w niwecz wczorajszą pracę na torze. Niewygodny w ten weekend deszcz zmył całą gumę, która została naniesiona podczas wczorajszych jazd różnych serii. Naturalnym zjawiskiem było utyskiwanie kierowców na poziom przyczepności, lecz – jak często słyszymy z ich ust – warunki dla wszystkich są takie same. To fakt są, tylko na straconej pozycji w takim wypadku znajdują się kierowcy, którzy wczoraj w szczególności mieli problem albo z nadsterownością albo z podsterownością w swoich bolidach. Na pohybel kierowców doszło jeszcze jedno utrudnienia. Na odcinku od pierwszego do czwartego zakrętu, któryś z kierowców serii Formuły BMW bez pardonu rozlał na tor sporo oleju. Porządkowi na ogół przyjętymi sposobami zminimalizowali niebezpieczeństwo z tego wynikające, lecz ostrożności nigdy za wiele. Z braku innych możliwości na dopieszczenie detali przed sesją kwalifikacyjną, zespoły zostały postawione pod murem i jedyne wyjście jakie im pozostało, to w dalszym ciągu robić swoje. Red Bull radził sobie z tym zadaniem najlepiej.
Zarówno Mark Webber, jak i Sebastian Vettel nosili się z zamiarem kompletnego zdominowania sesji kwalifikacyjnej i rozegrania walki o prymat wyłącznie między sobą. Obaj siedzą na żyle złota Adriana Neweya i obaj wyglądają na wysoce zdeterminowanych, by dopiąć swego i uzyskać niezbędną przewagę na torze i w głowie. Podczas tego weekendu rywalizacja ta rozwinęła się do tego stopnia, iż chyba zapomnieli, że za sobą mają swoich „głównych” rywali, pod warunkiem, że nie są nimi sami dla siebie. Niewiarygodne, jak wiele dysproporcji jest pomiędzy resztą stawki, a zespołem z Milton Keynes. To szaleństwo trwa od początku bieżącego sezonu, nie wykazując żadnych przesłanek, jakoby miało zbliżać się ku schyłkowi. Nie sposób odebrać im berła hegemonów sobotniej sesji kwalifikacyjnej, jednakże niedziela to już zupełnie inna para kaloszy, czego Red Bull powinien być w pełni świadomy. Przy dobrym układzie, jutro może wyjść na wierzch ukryta, jak do tej pory powściągliwość na stanowiskach w pit wall austriackiego zespołu. Mają szansę zetrzeć złe wrażenie po Grand Prix Turcji i mocniej ustabilizować stosunki wewnątrz zespołu.
„Rusek” nie spuszcza z gazu. Na ile dwuznacznie to brzmi, na tyle jest prawdziwe. Robert Kubica pierwszy raz od kilku dobrych miesięcy musiał uznać wyższość swojego partnera z zespołu i stracił miano jedynego kierowcy, który w sesji kwalifikacyjnej absolutnie zdominował kolegą, z którym dzieli jeden garaż. Wynik uzupełniony o dzisiejszy rezultat to 11-1. Z perspektywy współzawodnictwa na torach F1 Rosjanin nadal może chować głowę w piasek, lecz wzrasta w nas przekonanie, że jego łabędzi śpiew przechodzi zwinnie w melodię przyszłości. Niespożyte, jak dotąd zapasy potencjału Pietrowa, dały mu pierwszy, tak wyraźnie sugestywny sukces w tym sezonie. Pominąłem fakt, że Robert nie czuł się dziś w bolidzie komfortowo, z tego tak niezadowalający rezultat, lecz umiejętność wykorzystywania niedyspozycji swojego kolegi, także zalicza się do rzemiosła wyścigowego. Krótko mówiąc – dobra robota Witalji.
Na jednym wózku jedzie Rosberg z Hamiltonem, a na drugim Schumacher z Buttonem (tomik poezji może wydam). Pierwszy wózek wyraźnie lepiej radzi sobie od drugiego i nie miał lądowania tak twardego. Stop, na tym koniec, do rzeczy. Lewis Hamilton i Nico Rosberg zostawiając swoich zespołowych partnerów na barierze Q3, oddali sytuację z tabeli w zmaganiach na torze wręcz perfekcyjnie. Jensonowi Buttonowi i Michaelowi Schumacherowi pozostaje zaakceptować rolę, w jaką zostali wplątani. Mimo wszystko stwierdzenie, iż aktualny mistrz świata wypada blado na tle Hamiltona, jest troszeczkę na wyrost.
Źródło: inf. własna
Wyświetleń: 238
Aktualna ocena:
0
kliknij aby ocenić
NAJPOPULARNIEJSZE ARTYKUŁY
Komentarze
Nie ma jeszcze komentarzy, Twój może być pierwszy.
DODAJ SWÓJ KOMENTARZ











Blipnij








